na_wypale_002.webp

Na Wypale

Z bieszczadzkiej wioski Kłonice nie pozostało wiele; drogowskaz prowadzący leśnym duktem w las, a w lesie ledwo widoczne betonowe pozostałości po szkole, domach i dwóch hotelach robotniczych. Właśnie w tych zaroślach, od ok. 20 lat mieści się wypał węgla drzewnego. Jest to jeden z ostatnich, jeżeli nie ostatni na terenie Bieszczad, wypał prowadzony przez kobietę. Do niedawna można jeszcze było spotkać na Marry, Zuzię czy Irę z Karolkiem, ale dzisiaj ich wypały są nieczynne. Renata jest tu z przerwami od kilku lat. Wcześniej pracowała na zmiany z innymi „palaczami” i kiedy nie miała co robić wracała na dzień lub dwa do domu, Wszystko się zmieniło, kiedy trzy lata temu poznała Julka - Palacza z trzydziestoletnim doświadczeniem. Chociaż Julek nie jest już czynny zawodowo, to jego doświadczenie i kontakty są bezcenne, kiedy trzeba skrzyknąć kogoś do pomocy lub zadecydować czy można już otworzyć piec. Doświadczony „Palacz” to niestety rzadkość. Starzy się wykruszają, a nowych chętnych do pracy nie ma. Praca ciężka, a zarobki nie oszałamiają. Retorta (bo tak nazywa się stalowy piec do wypalania węgla drzewnego) zastąpił niegdysiejsze mielerze. Standardowo retorta ma pojemość 13m3, które należy wypełnić po sam czubek drewnem, tzw. metrami (metrowej długości bale z buku lub grabu) lub klepką (odpad z produkcji tartaku), umiejętnie podpalić, tak żeby ogień równomiernie spalał wkład, zamknąć stalowe drzwi i wypalać węgiel drzewny ok. 24 godzin. Następnie piec musi się wygasić, co zajmuje kolejną dobę. Kiedy piec już „nie pali”, można go zacząć wybierać. Z dobrze założonego i wypalonego pieca, dobry „Palacz” uzyskuje ok. 1,5 tony węgla drzewnego, który ładuje do worków. Wszystkie prace wykonuje się ręcznie we wszechobecnym pyle węglowym. Na wypale Renata i Julek żyją zgodnie z rytmem dnia i wypalanych pieców. Za całoroczny dom służy im kontener pracowniczy, wodę biorą z pobliskiego strumienia, prądu nie potrzebują, a butle z gazem do kuchni wymieniają przy okazji przywożenia drewna do pieców. Do najbliższych zabudowań mają ok. dwa kilometry przez las, a do sklepu kolejne trzy kilometry. Raz na jakiś czas Julek wybiera się motorem do miasta po zakupy. Z rzadka przyjedzie samochód straży leśnej, a w sezonie letnim, pojawią się turyści szukający grzybów. Wieści ze świata przynoszą pracownicy, których przy dużym obłożeniu pieców zatrudnia Renata. Zazwyczaj są to znajomi, którzy szukają dorywczej pracy. Życie płynie swoim niespiesznym tempem.

Bieszczady 2019