Nieodzownym elementem krajobrazu Bieszczad (pasmo górskie w południowo wschodniej Polsce) są dymiące wypały węgla drzewnego. Do początku lat 80 wypalono węgiel drzewny w mielerzach – stożkowatych kopcach ułożonych z bali liściastego drewna pomieszanego z darnią i gliną o średnicy do 230 metrów. Później nastała era retort – cylindrycznych piecy z grubej na 12 mm blachy i wysokości ponad 2,5 metra. Retora mieści 13m3 drewna, z którego uzyskuje się około 1,5 tony węgla drzewnego. Najczęściej do produkcji wykorzystuje się drewno z drzew liściastych (buk, grab jesion). Obecnie, z ok. 500 czynnych wypałów na początku 2000 roku, w na terenie Bieszczad „dymi” około 10. Wynika to ze spadku popytu na bieszczadzki węgiel drzewny i chętnych do pracy. Praca na wypale jest ciężka, brudna i nie najlepiej płatna. Smolarze czy Węglarze, jak nazywa się pracowników wypału często są osobami, z które nie potrafiły odnaleźć się w innych zawodach i „normalnym życiu”. Wszędzie unosi się gryzący dym i pył węglowy. Trudno mówić tu o ekologii, wynikiem produkcji węgla drzewnego jest gaz drzewny, w skład którego wchodzą tlenek węgla, dwutlenek węgla, metan i wodór, destylat wodny zawierający kwas octowy, metanol i aceton oraz smoła drzewna tworzona przez fenole, kreozoty, gwajakole i terpeny; a wszystko dookoła przykrywa pył węglowy zamieniający się podczas deszczu w smolista maź.
Węgiel drzewny oprócz grilli jest wykorzystywany w hutnictwie, medycynie, przemyśle spożywczym i chemicznym.
Bieszczady 2019